wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 22

 Po pierwsze, bardzo was przepraszam, że tak późno, ale nauczycieli olśniło, że zbliża się koniec roku szkolnego i nie dali nam żyć. Poza tym mam nadzieje, że jeszcze ktoś to czyta oraz pragnę was poinformować, że zbliżamy się do końca opowiadania, z tego powodu przez najbliższy tydzień na blogu będzie sonda. A tak poza tym, z czystej ciekawości, czy to opowiadanie czytają jacyś faceci? Spotkałam się już z kilkoma dziewczynami piszącymi pod męskim pseudonimem, więc jestem ciekawa.
Rozdział zbetowany przez Tańczącą.
****
Serp uśmiechnął się pod nosem na ich widok, tak bardzo za nimi tęsknił, że w tej chwili mógłby zrzucić kaptur i powiedzieć im kim jest, ale nie mógł tego zrobić, bynajmniej nie do momentu w którym wojna się nie zakończy. Poczuł na sobie wzrok Caroline, szlag, zupełnie zapomniał, że jest Widzącą prawdopodobnie już wiedziała kto ukrywa się pod płaszczem, więc tylko delikatnie jej się ukłonił. Dopiero teraz zwrócił uwagę na resztę, która przyglądała się jemu i Draco z niepokojem.
- Dafne, wybacz, że nie skaczemy z radości, ale...
- ... czy przyprowadzenie na nasze spotkanie dwóch obcych osób...
- ... nie łamie zasad naszej przysięgi? - bliźniacy mówili, nawzajem uzupełniając swoje zdania, jednak w ich tonie było słychać wyraźny smutek.
- Skoro jeszcze żyje, widać nie. Poza tym, to nie są takie do końca obce osoby, ale żeby się rozwodzić nad ich tożsamością powinniśmy zejść w bardziej prywatne miejsce. - mówiąc, to wskazała różdżką na umywalkę, szepcząc pod nosem hasło, które uruchomiło nagranie w wężomowie. Po kilku sekundach ukazało się im wejście do Komnaty Tajemnic, Wąż był bardziej niż pewien, że usłyszał głośne wciągnięcie powietrza od strony brata, prawie zapomniał o fakcie, że ten nigdy nie był w Królestwie Bazyliszka, w myślach przekazał mu żeby wszedł pierwszy i mu zaufał. Widząc znikającego w przejściu Smoka sam ruszył za nim nie czekając na reakcję reszty. Jak on kochał to miejsce! Jego brat przyglądał się z fascynacją pięknym płaskorzeźbom wykonanym z białego marmuru i pochodniom płonącym zielonym ogniem. Niestety musieli czekać aż pozostali zejdą na dół nie wymieniając między sobą ani słowa, gdyż zawsze istniało ryzyko, że ktoś rozpozna ich po głosie, a nie chciał aby dzieło jego i Dafne zostało zniszczone przez zupełnie nie uzasadnioną wymianę zaklęć. Po chwili usłyszał za sobą kroki reszty, więc nie bacząc na ich zdziwione spojrzenia ruszył w stronę drugich wrót. Niestety musiał czekać aż panna Greengrass otworzy wejście, ponieważ nie mógł sobie jeszcze pozwolić na wyjawienie tego, że potrafi się posługiwać wężomową. Czuł na sobie ich zaciekawione spojrzenia i jedyne, co go zastanawiało to, to jak długo dziewczyna każe na siebie czekać, w końcu zdawała sobie sprawę z tego, że nienawidzi być w centrum uwagi, a nie może na nich warknąć, gdyż od razu poznaliby kim są tajemniczy osobnicy. W końcu Dafne postanowiła się nad nim jednak zlitować i stanęła obok niego z nieco złośliwym uśmiechem kierując przez siebie różdżkę. Przejście stanęło przed nimi otworem, a on ukłonił się szarmancko przepuszczając ją, jak i resztę przodem. Następne wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Raven, która wyczuła większą ilość osób niż zazwyczaj rzuciła się do przodu z zamiarem zaatakowania, wyciągając ociekające jadem kły. Zareagował instynktownie, wyskakując na przód grupy i sycząc gniewnie:
- Głupia! To my! Nie poznałaś swoich? Jesteś Królową Węży! Myślałem, że zachowasz zimną krew jak na gada przystało.
- Wybacz, Sssserpensss. Wyczułam dużo dwunogów. Tupot dużej ilości ssstóp oznacza niebezpieczeństwo.- wężyca pokornie skłoniła głowę, podpełzając do jego nóg.
- Ehh...już dobrze moja mała, to nie twoja wina, że poczułaś się zagrożona- pogłaskał ją delikatnie po łbie. - Ale na przyszłość uważaj i lepiej się schowaj.
Odwrócił się do przerażonych ludzi stojących za nim, którzy skulili się przy wejściu. Zirytowany, zrzucił kaptur ukazując swoje długie platynowe włosy i zielone jak zaklęcie uśmiercające oczy. Teraz na ich twarzach widniał jeszcze szok, więc żeby ich trochę ocucić, rzucił szybkie zaklęcie, które zrzuciło Smokowi kaptur z głowy, a ich zmusiło do postawienia tarczy ochronnej. Daffy zaśmiała się głośno i stanęła koło niego całując go delikatnie w policzek. Nigdy by się nikomu do tego nie przyznał, ale tym drobnym gestem sprawiła, że poczuł się dużo lepiej i najchętniej odwdzięczyłby się jej tym samym. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że zawsze zależało mu na niej bardziej niż na którymkolwiek z jego przyjaciół. Dopiero teraz dotarło do niego, że się w niej zakochał, że jest dla niego całym światem i oddałby za nią życie, ale zdecydowanie nie mógł jej tego teraz powiedzieć. Zbyt duża publiczność i zbyt wielkie prawdopodobieństwo, że go odrzuci. Otrząsnął się z niepotrzebnych myśli i upchnął je głęboko w swoim umyśl, skupiając się z powrotem na otaczającej go rzeczywistości.
- Dafne, my naprawdę wiemy, że jesteś wierna domowi Slytherina, ale czy musiałaś przyprowadzić tu Malfoy'ów? - widać było, że wybrali Longbottom'a na swojego rzecznika. - Wszyscy poczuliśmy wezwanie, co oznacza, że Harry albo żyje albo komuś przekazał medalion wraz z naszą lojalnością. Powiesz nam, co się wydarzyło?
- Myślę, że najlepiej będzie jeżeli my odpowiemy na to pytanie. - Serp wskazał na siebie i swojego brata wyciągając z pod koszuli medalion. - Domyślam się, że wszyscy już wiecie, że Harry nie był Potter'em. Dopowiem, więc tylko, że dowiedział się o tym podczas tortur u Voldemorta, wtedy też spadła z niego odpowiedzialność zgładzenia Czarnego Pana, więc stwierdził, że wycofa się z wojny w zamian za spokojne życie, na co Lord przystał. W ostatnim momencie przed przeniesieniem go do nowego miejsca zamieszkania oddał mi medalion wymawiając czar przeniesienia przysięgi. Mogę was zapewnić, że Voldie spełnił swoją część umowy.
- Skąd ta pewność? Jesteś Śmierciożercą? - wtrąciła się Luna, nie czekając aż Neville zabierze głos.
- Możemy was zapewnić, że z Harry'm wszystko dobrze. I nie, nie jesteśmy Śmierciożercami. - Draco w końcu postanowił zabrać głos. - Myślę, że nasz wuj nie chciałby żebyśmy się przed nim kłaniali i za nim zapytacie, tak, Voldemort jest naszym wujkiem.
- Ale nie jest już zły. Teraz na Świecie będzie się toczyć dużo bardziej okrutna wojna... - podjął Wąż.
- Wojna między rasami - dokończyła za niego Caroline. - Wybaczcie, że nie poznałam was od razu, książęta.
Dziewczyna uklęknęła przed nimi pochylając nisko głowę w geście pełnym szacunku.
- Wstań, Widząca z rodu Kotołaków. Nawet ty czasem ignorujesz szczegóły, które dane jest Ci widzieć na co dzień.
Serp w żadnym wypadku nie chciał, żeby jego przyjaciele padali przed nim na twarz, jednak wiedział, że na początku może to być nieuniknione, a co za tym idzie musi ich od razu uświadomić jakie jest stanowisko jego i jego rodziny. Nie przewidział tylko, że...
- Serp? Jesteś księciem? - niedowierzający ton Daffy sprawił, że zawahał się przed skinięciem głową. - Wybacz, że tego nie zauważyłam, mój panie. Jako elfka zawiodłam swoją rasę...
- Daffy! Jesteś moją przyjaciółką! Nie mówiłem Ci, bo myślałem, że jesteś człowiekiem, a poza tym... - jego głos na moment odmówił posłuszeństwa. - Wyjawiłem Ci dużo gorsze rzeczy, więc nie chciałem od razu jeszcze mówić o tym, a potem po prostu zapomniałem i...
- Braciszku, wybacz, że przerywam twój jakże czarujący wywód, ale myślę, że wszyscy już zrozumieli o co chodzi i nie mają Ci tego za złe.
- Co...? - zdziwiony spojrzał po twarzach wszystkich w pomieszczeniu i zauważył, że patrzą na niego z rozbawieniem, a już zwłaszcza panna Greengrass, która szczerzy się do niego złośliwie.
- Głupek! Chyba nie myślisz, że naprawdę mogłabym obrazić się na ciebie - dziewczyna podeszła do niego i przytuliła delikatnie. - Przecież wiesz, że jesteś najważniejszym mężczyzną w moim życiu.
Ostatnie zdanie wyszeptała mu prosto do ucha sprawiając, że jego serce stanęło w oczekiwaniu na dalsze słowa, jednak ona tylko się od niego odsunęła i spojrzała mu w oczy smutnym wzrokiem, w którym zauważył tlące się uczucie, którego nie mógł rozpoznać. Miał ochotę tu i teraz wyznać jej swoje uczucia, ale musiał się najpierw dowiedzieć jak się zapatrują na wojnę, która mogła się rozpocząć lada chwila, jednak ubiegł go brat.
- Wiecie już kim jesteśmy i co się niedługo wydarzy. Musimy wiedzieć czy nas wspomożecie czy usuniecie się z dala od wojny.
Zapadła cisza. Dafne złapała go za rękę i pocieszająco ścisnęła jego dłoń. Już wiedział, że ona na pewno stanie po jego stronie i będzie go wspierać do końca.
- Nie możemy się wycofać...
-...przysięga nam nie pozwoli. - mówili przez siebie bliźniacy Wesley.
- Zwolnię was z przysięgi. - mocny głos Węża przerwał ich rozważania na temat tego, że mogę ich zmusić do udziału w wojnie. Pierwsza w ich stronę ruszyła Caroline ujawniając swoje kocie uszy i ogon, klęknęła przed nimi po raz drugi tego dnia.
- To zaszczyt dla przedstawicielki rodu Kotołaków walczyć u waszego boku.
Do dziewczyny podszedł Draco, który kucnął przed nią, kładąc rękę na jej ramieniu i uśmiechając się ciepło.
- Nie musisz się przed nami kłaniać. To zaszczyt dla nas mieć u swojego boku Widzącą. Stań przy nas jako równa, a nie jako służąca.
Podciągnął pannę Purvis na nogi i pokierował nią tak, aby stanęła u jego boku. Kolejni byli bliźniacy, którzy ruszyli przed siebie dumnym krokiem z przesadnie uniesionymi do góry głowami.
- Szanowni panowie...
-...to był dość ciężki wybór, ale...
-...tam gdzie rozróba, tam i my! - dokończyli razem Wesley'owie szczerząc się radośnie. Stanęli za plecami Władców Ras, dyskretnie klepiąc Serpa po plecach. Potem przyszła kolej na Lunę, która nic nie powiedziała, po prostu podeszła do nich tanecznym krokiem i ucałowała ich w oba policzki stając obok rudowłosego rodzeństwa. Został już tylko Neville, który stał z opuszczoną głową i trzęsącymi się ramionami.
- Jak mogę stanąć po waszej stronie, skoro przez waszą ciotkę moi rodzice leżą w św. Mungu?!
- Bellatrix nie żyje, tak dla twojej wiadomości - powiedział Smok. - Zabił ją jej własny mąż, kiedy zamordowała ich nienarodzone dziecko.
- A co z Syriuszem? O nim też mamy zapomnieć?
Malfoy'owie spojrzeli po sobie zdziwieni.
- To wy nie wiecie, że Łapa żyje? On nie wpadł za zasłonę, tylko upadł koło niej.
Neville zacisnął mocno szczękę i praktycznie wysyczał przez zęby:
- Skąd mamy mieć pewność, że jesteście dobrzy? Przez wiele lat Malfoy zachowywał się jak...!
- Dość! - Serpens wyglądał jakby miał zaraz wyjść z siebie i stanąć obok. - Jeżeli nie chcesz stanąć po naszej stronie, to po prostu wyjdź. Nie potrzebujemy osób, które będą się wahać i potem żałować swojej decyzji!
Nieświadomie ujawnił swoje cechy będące dowodem jego przynależności do innych ras, a mianowicie śnieżnobiałe skrzydła, spiczaste uszy oraz kocie źrenice i kły. Wszyscy westchnęli z zachwytu, w tym momencie biła od niego taka aura władzy i siły, że nikt nie miał wątpliwości, po której stronie stanąć. Niestety nie mieli zbyt dużo czasu, żeby mu się lepiej przyjrzeć, ponieważ bardzo szybko się opanował i wrócił do swojej ludzkiej wersji.
- Stanę po waszej stronie, wydajesz się być prawdomówny, więc muszę uwierzyć, że wszystko, co powiedzieliście jest prawdą.
- Cieszę się, że nie staniesz przeciwko nam. - Wąż przeszedł kilka kroków i stanął przed posągiem Salazara, który w ogóle nie przypominał prawdziwego założyciela. - Ale to zebranie nie zostało zorganizowane od tak sobie. Chcemy utworzyć siatkę szpiegowską, musimy wiedzieć co się dzieje, w którym domu. Zbliżająca się wojna, postawi wielu ludzi przed wyborami i nie chcielibyśmy, żeby stanęli przeciwko nam.
- Kto będzie naszym wrogiem? - usłyszał rozmarzony głos Luny.
- Draconici, czyli Smocza Rasa. - zaczął Draco. - Dawniej byli naszymi sprzymierzeńcami, jednak w dniu naszych narodzin jedna z ich szamanek zbuntowała się i zaklęła najpotężniejszego smoka tak, żeby był jej posłuszny, oczywiście reszta rasy podążyła za nią.
- Ta kobieta chce przejąć władzę nad wszystkimi rasami łącznie z ludźmi, a żeby to zrobić musi się pozbyć rodziny królewskiej, czyli między innymi nas. - dokończył Serp, który równocześnie machnął ręką wyczarowując okrągły stół i krzesła dookoła. Wszyscy zasiedli i nalali sobie herbaty, którą przyniosła Rosa. Po jego prawej stronie siedział Smok, a po lewej Daffy.
- Jak się przedstawia liczebność naszych wojsk? - zapytała Carol.
- Cztery tysiące Wojsk Zjednoczonych Ras i pięćset Śmierciożerców.
- A wojska wroga?
- Sześć tysięcy.
- Czyli brakuje półtora tysiąca do wyrównania szans...
- Tak naprawdę wystarczy zabić szamankę, wtedy przywódca zostanie oswobodzony z czaru i się wycofają.
- Ale resztę trzeba powstrzymać przed zabijaniem naszych ludzi.
- I tutaj na plan wchodzą bracia Wesley. - lisi uśmiech zagościł na twarzy Draco. - Jesteście żartownisiami, ale i wynalazcami. Potrzebujemy czegoś, co unieruchomi chociaż część naszych przeciwników. Podołacie temu?
- Śmiesz wątpić, książątko? - bliźniacy odwzajemnili uśmiech. Wyraźnie miało dojść do wymiany złośliwych komentarzy, którą zażegnał Serpens.
- Luna, jesteś wspaniałym strategiem, dostaniesz szczegółowy rozpis naszych sił. Liczę, że zachowasz go w tajemnicy do czasu starcia. - wyciągnął dłoń, a w niej zmaterializował się zwój, który podał dziewczynie.
- Oczywiście. - Lovegood skinęła lekko głową i odebrała zwój. - Gdzie odbędzie się bitwa?
- W Hogwarcie.
- Chcesz narażać uczniów? - wtrącił się Longbottom.
- Uczniowie zostaną przetransportowani do lochów Slytherinu. Neville, liczę na twoją pomoc w zakresie roślin, które unieruchomią kolejną część Draconitów.
- Myślę, że da się coś zrobić. Niestety, nawet te rozwiązania, które proponujecie niekoniecznie zapewnią nam przewagę.
- Dlatego poprosimy kogoś o wsparcie. - delikatny uśmiech zagościł na twarzy zielonookiego.
- Kogo? - padło pytanie od wszystkich przy stole, a jego uśmiech poszerzył się.
- Dumbledore'a i jego Zakon.

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 21

 Betowała Tańcząca (i chwała jej za to)
**********************************************************************************
Młodemu Malfoy'owi ani na chwilę nie zniknął uśmieszek z twarzy. Patrzył na Dafne przekrzywiając delikatnie głowę przez co wyglądał jak wąż wpatrujący się w swoją ofiarę, w tym momencie nie było wątpliwości, co do tego skąd się wzięło jego przezwisko.
- Tak, zamierzam Ich w to wplątać, ponieważ nikt inny nie nadaje się lepiej do tego zadania, a w dodatku doskonale znamy ich poglądy. - głośne westchnięcie wyrwało się z ust Serpensa, a uśmiech zniknął - Zrozum, Daffy, sam długo się nad tym zastanawiałem i nie potrafię znaleźć lepszego rozwiązania.
- No dobrze, ale przecież nie wyskoczysz na środek Wielkiej Sali i krzykniesz "Cześć wszystkim! Tak naprawdę jestem Harrym Potterem." Wybacz, ale ja tego nie widzę. - powątpiewający głos dziewczyny wyraźnie mówił, co o tym wszystkim myśli.
- A kto powiedział, że zamierzam im powiedzieć kim jestem? Dafne, Ty również ich znasz, co powoduje, że nie muszę ujawniać swojej poprzedniej tożsamości.
Zapadła między nimi cisza podczas, której patrząc sobie w oczy starali się nawzajem przekonać do swoich racji. Przerwało im dopiero głośne chrząknięcie dochodzące od trzeciej osoby znajdującej się w pomieszczeniu, a o której zupełnie zapomnieli.
- Dowiem się w końcu kim są Ci tajemniczy ONI?- spytał Draco, uważnie przyglądając się bratu, który na jego pytanie prawie niedostrzegalnie się skrzywił i potarł nasadę nosa, tak jakby nagle nabawił się wielkiego bólu głowy.
-Nie jestem do końca pewien czy to kim są Ci się spodoba, ale musisz wiedzieć, że to jedne z najbardziej godnych zaufania osób jakie znam i...- chłopakowi przerwało głośne prychniecie od strony Dafne.
-Oczywiście, że są najbardziej godni zaufania, skoro dałeś nam te medaliki. - wyciągnęła z pod bluzki mały wisiorek w kształcie litery S - Do dziś ciężko mi uwierzyć, że coś tak małego jest gwarantem naszej przysięgi wierności.
Draco spojrzał na nią zdziwiony.
- Jak to gwarantem wierności? Przecież to najczystsza czarna magia! Ile wy mieliście lat kiedy złożyliście przysięgę?
- Dwanaście. I za nim zadasz kolejne pytanie, to mnie wierność przysięgali i wiem, że gdyby ten rytuał się nie udał umarłbym, ale nic się nie stało i dalej żyje.
-Co nie zmienia faktu, że mogłeś umrzeć! - Smok skierował na Greengrass spojrzenie godne bazyliszka - Jak mogłaś mu na to pozwolić?
- Nie wiedziałam, ze to takie niebezpieczne! Powiedział nam, że to prosty czar, który każdy może wykonać!
-Hej! Uspokójcie się. Najważniejsze, że nic mi się nie stało!
Dwójka, która jeszcze niedawno się kłóciła, teraz rzucała mu jadowite spojrzenia, które tak szczerze powiedziawszy nie robiły na nim żadnego wrażenia. W końcu po tylu latach bycia "ulubionym" uczniem Severusa Snape'a przyzwyczaił się do takiego wzroku. Wspomnienie poprzednich lat sprawiło, że przed oczami stanęła mu jedna z wielu scen, kiedy siedząc w jakiejś zapomnianej klasie ze swoimi znajomymi ważył jedne z bardziej skomplikowanych mikstur.
WSPOMNIENIE
Siedział nad kociołkiem i ze zniecierpliwieniem przyglądał się eliksirowi, który zaczął przybierać błękitną barwę. Ważenie Veritaserum wymagało olbrzymiej dokładności, jednak niektórzy z tego, co zauważył, wydawali się być wręcz rozbawieni tym, że waży tak skomplikowany eliksir, a raczej tym komu zamierza go podać.
-Neville, zajrzyj do eliksiru zapomnienia, najwyższy czas dodać kieł węża.
Gdyby ktoś mu powiedział jeszcze rok temu, że Neville Longbottom będzie wraz z nim ważył takie eliksiry wysłałby go do Św. Munga, ale teraz kiedy okazało się, że chłopak jest w stanie idealnie wykorzystać swoją wiedzę Zielarską w praktyce był zachwycony tym, że jednak przyjął go do swojego kółka naukowego. Tylko dzięki swojej podzielności uwagi Harry'emu udało się zauważyć moment, w którym mikstura przybrała czerwoną barwę i zamieszać cztery razy w lewo sprawiając, że eliksir stał się przezroczysty. Zadowolony z siebie przelał zawartość kociołka do fiolki i spojrzał na swoich towarzyszy z psotnym uśmiechem.
-To jak? Ruszamy na podbój sekretów Dropsa?
KONIEC WSPOMNIENIA.
Tak, to były piękne czasy, kiedy poza drobnymi spotkaniami z Voldemortem jego jedynym problemem był manipulujący wszystkimi dookoła Dumbledore. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że ktoś potrząsa jego ramieniem próbując przywrócić go do rzeczywistości. Dość szybko zakodował, że jego brat wyciąga różdżkę z dość złośliwą miną, więc kiedy w jego stronę poleciało zaklęcie uchylił się z wprawą. Niestety czar trafił w Dafne, która po raz kolejny tego dnia była mokra i teraz próbowała zabić Draco wzrokiem. Wybuchnął radosnym śmiechem, przyciągając ich uwagę. Draco przybrał obrażony wyraz twarzy.
- To dowiem się czegoś w końcu?
- Eh... nie dasz mi spokoju, prawda? - nawet nie czekał na potwierdzenie - Dobrze, dobrze już działam.
Wyciągnął z szuflady szafki znajdującej się przy biurku medalik w kształcie herbu Hogwartu, a następnie wcelował w niego różdżką i wysyczał cicho datę i miejsce spotkania, poczuł przepływającą magię i usłyszał cichy syk Daffy, spojrzał na nią z pytaniem w oczach.
- Zapomniałam już jak bardzo gorące robią się w momencie wezwania. - zmieszana zerknęła na wiadomość - Za godzinę w Łazience Jęczącej Marty? Tak szybko?
- A mamy na co czekać?
- Ej... dalej mi nie powiedzieliście kto to będzie!
- Dowiesz się na miejscu. - Serp szybko uciął rozmowę, podchodząc do szafy w celu wyciągnięcia swojej ulubionej koszulki z wizerunkiem tygrysa, którą szybko na siebie narzucił. Po chwili wyciągnął talię kart i spojrzał na swoich towarzyszy ze znaczącym uśmiecham.
- Może mała partyjka pokerka?
Jego brat i przyjaciółka popatrzyli po sobie z załamanymi minami i wzruszając ramionami kazali mu tasować. Po pół godzinie, kiedy Draco spokojnie wzbogacał się kosztem reszty, która patrzyła na niego jak na oszusta, stwierdzili, że najwyższy czas ruszyć swoje szanowne siedzenia. Bracia założyli jeszcze tylko czarne peleryny z kapturami, które zaraz znalazły się na ich głowach. Wolnym krokiem wyszli z Pokoju Wspólnego Slytherinu i ruszyli na miejsce spotkania uważnie sprawdzając czy nikt ich nie śledzi, na szczęście obyło się bez żadnych opóźnień i spokojnie dotarli na miejsce, gdzie już czekali na nich Fred i George Weasley'owie, Neville Longbottom, Luna Lovegood i Caroline Purvis.

sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 20

Serp wzruszył jedynie ramionami, przyzwyczaił się już do specyficznego zachowania Dafne. Męczyła go myśl o nadchodzącej rozmowie, ale dziewczyna była jego najlepszą przyjaciółką, więc powinna się dowiedzieć prawdy o jego dzieciństwie. Na szczęście będzie przy nim jego brat, to dodawało mu otuchy. Jego przeszłość była tabu, którego nikt nie poruszał i on gdyby nie to, że panna Greengrass jest dla niego ważna też by nie ruszał tego tematu. Westchnął ciężko patrząc na ostatnie przemiany dzisiejszego dnia, a mianowicie na Pansy zmieniającą się w czarną panterę oraz Blaise'a, którego formą okazał się być baribal*.  
- Bardzo dobrze jutro popracujemy nad zmianą postaci. Macie znaleźć informacje o tym, co wasze zwierzęta o was mówią. To tyle na dziś, żegnam.  
Wszyscy bez wyjątku spojrzeli na McGonagall zdziwieni, co się musiało stać, że stara belferka nie zadała im jakiejś kosmicznej pracy na kilka stóp? Cóż tego nie wiedzieli, jednak zdawali sobie sprawę, że jeśli zaraz nie opuszczą klasy dobry humor starej kocicy może prysnąć, więc po kilku chwilach w klasie nikogo nie było.   
 ***
 Kolejne lekcje minęły spokojnie i bez żadnych niemiłych niespodzianek ze strony profesorów. Podążając do pokoju wspólnego Serp pierwszy raz czuł, że znajduje się na właściwym miejscu. Przez te wszystkie lata nie dane mu było zaznać normalnego życia. Codziennie musiał uważać, bo na każdym kroku ktoś mógł na niego czyhać, a teraz był po prostu jednym z wielu uczniów. Mimo to zdawał sobie sprawę z tego, że i tak będzie musiał wziąć udział w nadchodzącej wojnie. Wiedział, że musi się wziąć w garść i zabrać za stworzenie siatki szpiegowskiej, miał już nawet pomysł kto się w niej będzie znajdował. Niestety wcielenie tych osób w jego plan zaowocuje zdradzeniem jego tożsamości, chyba, że wykpi się udziałem Dafne. Jakkolwiek i tak nie było, to idealne wyjście, bo prędzej czy później i tak, któreś z nich się domyśli, jednak zdecydowanie wolał żeby to nastąpiło późnej. Spokojnie wszedł do pokoju wspólnego, gdzie szybko odnalazł wzrokiem nowych znajomych siedzących przy kominku. Skierował się w ich stronę z psotnym uśmieszkiem na ustach, który nie wróżył nic dobrego dla jego przyszłej ofiary. Skradał się po cichu w stronę Daffy, jednocześnie pokazując Pansy, że ma się zachowywać normalnie i nie wzbudzać podejrzeń. Wyciągnął różdżkę i skierował ją w stronę niczego nieświadomej dziewczyny rzucając niewerbalne zaklęcie. Greengrass'ówna zerwała się z krzykiem przemoczona do suchej nitki rozglądając się dookoła z mordem w oczach, kiedy tylko go zauważyła ruszyła w jego stronę z niemal wojennym okrzykiem. Natomiast on z głośnym śmiechem zaczął uciekać w stronę swojego pokoju, wysyczał hasło i wbiegł do pomieszczenia, a za nim Dafne. Dziewczyna rzuciła się na niego z pięściami przewracając go na podłogę. Usiadła na nim okrakiem i wyczarowała poduszkę, którą zaczęła go okładać. W momencie w którym poduszka trafiła go dość mocno w nos stwierdził, że czas zakończyć tą zabawę. Złapał Daffy za nadgarstki i już po chwili, to on znajdował się nad nią, patrzyli sobie głęboko w oczy. Serp widział dokładnie zielone plamki znajdujące się na jej pięknych, stalowych oczach, następnie jego wzrok padł na jej pełne, różane usta. Chciał ją pocałować, jednak nie wybaczyłby sobie utraty jej przyjaźni, więc zamiast tego pochylił się nad nią i wyszeptał jej do ucha:  
- I kto jest teraz górą?  
Poczuł delikatne drżenie Daffy, zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że dziewczyna ma dokładnie taki sam problem jak on. Przez chwilę zatonęła w jego oczach, nigdy nie widziała ich z tak bliska, a teraz czuła się tak jakby prześwietlały jej duszę. Czując jego oddech tak blisko swojej skóry palnęła pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy: 
- To o czym chciałeś ze mną porozmawiać?  
Zdezorientowana patrzyła jak psotne iskierki w oczach chłopaka gasną, a ten gwałtownie ją puszcza i staje na nogi. Parzyła jak zrzuca z ramion szatę i zaczyna odpinać guziki koszuli, po chwili ona również opadła dzięki czemu dziewczyna mogła przez chwile podziwiać pięknie umięśnione ciało, jednak Wąż nie dał jej zbyt dużo czasu na zachwyt szybko odwracając się w jej stronę plecami. Wciągnęła głośno powietrze widząc przecinającą plecy bliznę. Niepewnie wstała i podeszła do niego, uniosła drżącą dłoń dotykając dowodu dawnej zbrodni.  
- Kto...? 
- Dursley.-obrócił się w jej stronę - Ale to nie wszystko. Usiądźmy.  
Podprowadził ją w stronę łóżka na którym usiedli obok siebie. 
- Pytałaś jak to możliwe, że tak dobrze dotarliśmy się z Draco. -poczekał aż dziewczyna skinie głową - Tak się złożyło, że ćwiczyliśmy ze sobą oklumencje i leglimencje, a w związku z tym poznaliśmy swoje najgorsze i najlepsze wspomnienia. Mimo to nadal byliśmy dla siebie nieprzyjemni, aż do momentu w którym Smok natknął się na wspomnienie gwałtu.  
Głos młodszego z braci Malfoy cichł z każdym słowem. Dafne patrzyła na niego z przerażeniem, kompletnie nie wiedziała, co powiedzieć. 
- To się stało kiedy miałem dziesięć lat. Przypaliłem ich śniadanie i wtedy Dursley stwierdził, że jestem do niczego nie nadającą się dz*wką. Wtedy wpadł na ten pomysł. Do dziś pamiętam obrzydliwy smród jego potu. - jego ciałem wstrząsnął głośny szloch - Kiedy Draco zobaczył to wspomnienie obudziła się w nim braterska nadopiekuńczość i zaczęliśmy się dogadywać.  
Daffy przytuliła trzęsącego się przyjaciela, przez tyle lat wspólnej znajomości nawet nie pomyślała, że w jego domu może się dziać coś takiego. Gdyby tylko mogła dorwałaby tę tłustą świnie i rozerwała na strzępy. Wątpliwości, które targały nią od momentu w którym powiedziała mu, że zawsze stanie po jego stronie zniknęły jak za sprawą magicznej różdżki. Nie pozwoli go już nigdy skrzywdzić, choćby miała zniszczyć wszystkich jego wrogów. Właśnie była w trakcie wymyślania najgorszych tortur dla tego obrzydliwego mugola, kiedy drzwi otwarły się z całym impetem i wleciał przez nie starszy brat jej przyjaciela, który widząc malujący się przed nim obrazek zastygł na chwilę bez ruchu. Jednak jego wejście przykuło uwagę Serpa, który właśnie się od niej odkleił i tarzał się po podłodze śmiejąc się głośno z miny bliźniaka, która tak szczerze mówiąc była naprawdę komiczna. Bo ilu z was widziało Draco Malfoy'a z szeroko otwartymi oczami i ustami poruszającymi się jak u ryby? Taki widok sprawił, że po kilku sekundach panna Greengrass dołączyła do młodszego z braci na podłodze. Tymczasem Smok zdążył się otrząsnąć. Sam przed sobą musiał przyznać, że ta dwójka wyglądała razem genialnie, a scena, która jeszcze przed chwilą przed nim się rozgrywała była tak intymna, że aż poczuł się nie na miejscu. Widząc dalej otwarte wejście zatrzasnął obraz i rzucił zaklęcie anty-podsłuchowe. Niestety pozostała dwójka jeszcze nie przestała się z niego śmiać, więc usiadł obrażony na fotelu i przyglądał się im wzrokiem wygłodniałego bazyliszka. Musiał odczekać jeszcze pięć minut zanim Dafne i Wąż ochłonęli i w końcu na niego spojrzeli. 
-Przepraszam, że nie było mnie przy tej rozmowie. Wiem jak ci zależało na mojej obecności, ale kiedy wysłałeś mi wiadomość o tym, że już jesteście w pokoju zatrzymała mnie Sprout i nie mogłem się jej wyrwać. - smutek w głosie Draco dało się wręcz wyczuć w powietrzu. Dafne posłała mu współczujące spojrzenie, a Serp machnął tylko zbywająco ręką. 
-Co się stało, to się nie odstanie. Ważne że mamy to już za sobą.  
-Dzięki braciszku.- radosny uśmiech ponownie zagościł na twarzy starszego z braci  - Ale mieliśmy przecież porozmawiać jeszcze o osobach które będą w naszej siatce szpiegowskiej. 
- No tak! Prawie o tym zapomniałem. - na twarzy Węża zagościł nie wróżący niczego dobrego uśmieszek - Daffy, pamiętasz nasze kółko naukowe?  
Zaskoczenie zagościło na twarzy jedynej dziewczyny w pokoju. 
- Ty chyba nie zamierzasz ICH w to wmieszać?!
***********************************************************************************
Narya Anima - Wszyscy są biali, bo kolor ich sierści zależy od koloru włosów. Bardzo się ciesze, że Ci się podoba :)
Sylwia Bloggerka - No cóż nawet mi nie dane jest wiedzieć, co przeskrobał Lucjusz :) A co do koloru, to przecież wiesz.
Angel - Co do częstszego wstawiania rozdziałów nie wiele mogę zrobić. Mam nawał nauki w szkole i nowe rozdziały pojawiają się tylko dlatego, że droga do szkoły zajmuje mi ok. 30 minut, więc piszę w autobusie. W dodatku niczego nie ułatwia mi też brak Bety. Ale postaram się!

Beta w dalszym ciągu pilnie poszukiwana! Mam nadzieję, że w końcu znajdą się chętni.

środa, 2 stycznia 2013

Rozdział 19

No i w końcu udało mi się napisać coś, co przy odrobinie wyobraźnie można nazwać rozdziałem. Informacja do wszystkich: Beta dalej pilnie poszukiwana! A tak poza tym, życzę dużo szczęścia w Nowym Roku! 
Słowniczek:
-- tekst --  - telepatia
***
Przez całe życie myślał, że nie spotka go już nic gorszego od lekcji eliksirów przez poprzednie lata, jednak się mylił. McGonagall obrała go sobie na cel i zaczęła mu zadawać pytania odnośnie zaklęć, które przerobili przerobili na Transmutacji, na szczęście dzięki szkoleniu znał wszystkie odpowiedzi. 
- Dobrze, panie Malfoy, a teraz proszę mi powiedzieć coś o zaklęciu Animus. 
Profesorka spojrzała na niego ze złośliwą satysfakcją, to zaklęcie zostało dopiero wprowadzone ze względu na zmiany w programie i nie miał prawa wiedzieć na czym polega. 
- Animus, to zaklęcie wynalezione dwa lata temu, przez pewnego polskiego czarodzieja. Ma ono na celu umożliwić szybsze odkrycie swojej animagicznej postaci oraz skrócić czas nauki przemieniania się w nią o połowę, jednak można go użyć tylko raz w życiu. 
- No cóż panie Malfoy były, to dość ogólnikowe informacje, ale to powinno wystarczyć. - w końcu obróciła się w stronę innych uczniów - Dzięki nowemu programowi Ministerstwa zajmować się będziemy animagią oraz tym zaklęciem przez cały rok. Niektórym z was uda się przemienić i wtedy zajmiecie się lepszym poznaniem waszej zwierzęcej formy. Rzucaniem Animus zajmiemy się na następnej godzinie, a teraz macie czas wolny. 
Tylko skończyła mówić, a już nikogo nie było w sali. Serp oparł się o ścianę, był pierwszą osobą, która opuściła klasę. Nawet na Eliksirach miał więcej spokoju! Dafne spojrzała na niego ze współczującym uśmiechem, natomiast Draco delikatnie klepnął go w ramię. 
- Nie przypuszczałem, że ta stara kocica tak cię przewałkuje. Ciekawe, co nasz ojciec przeskrobał, że się tak na tobie mści. 
- Czemu akurat ojciec? 
- Cóż, ja jestem podobny do matki, a ty do ojca. Mnie się nigdy nie czepiała, więc... - spojrzenie Smoka nie mogło być już bardziej sugestywne. 
- Dobra, rozumiem. Nasz ojciec jest ten zły. - Serp przybrał minę typowego niewiniątka - Ale wiesz ja nim nie jestem. 
Śmiech Dafne był słyszalny na całym korytarzu, więc kilka osób z wyraźnym szokiem obróciło się w ich stronę. 
- Jak mogliście się przez tyle lat nienawidzić? Przecież stanowicie wspaniały duet. 
Miny braci jak na zawołanie zżędły, spojrzeli sobie w oczy. W wypadku takich sytuacji dziękowali Rowenie za nauczanie ich telepatii. 
-- Wężu wiem, że to twoja przyjaciółka, ale ten temat...jest dla ciebie trudny. Może lepiej wstrzymać się z mówieniem jej o niektórych sprawach?-- 
-- Ja... nie chce mieć przed nią nigdy więcej żadnych tajemnic. Zwłaszcza takich.--
-- Wiesz, że to nie będzie przyjemna rozmowa? --
-- Wiem, ale nic na to nie poradzę.--
Obaj bracia jak na zawołanie spojrzeli w stronę Daffy, która patrzyła na nich z zastanowieniem. 
- Czy coś się stało?-pytanie Serpa przerwało ciszę, która zapanowała między nimi. 
- Nie, po prostu przez moment mi się wydawało, że w jakiś sposób porozumiewacie się bez słów, ale to przecież niemożliwe. 
 Draco chciał jej coś odpowiedzieć, jednak przeszkodził mu dzwonek obwieszczający początek następnej lekcji. Weszli do klasy z iście cierpiętniczymi minami. Ze zdziwieniem przyjęli fakt, że zniknęły ławki, a zamiast nich pojawiły się wygodne materace, a ściany zostały zastąpione przez lustra. 
- Dobrze, teraz zaczniemy lekcje praktyczne.- McGonagall rozejrzała się po uczniach 
- Panie Weasley, proszę do mnie.  
Ronald dumnym, według niego, krokiem podszedł do profesorki i stanął przed nią z pewną siebie miną.
 - Proszę rzucić zaklęcie Animus celując w siebie różdżką. 
Przybrany syn Molly pewnie wskazał na siebie różdżką krzycząc zaklęcie. Po chwili na jego miejscu stała mała, ruda wiewiórka, cała klasa wybuchnęła śmiechem, a po kilku sekundach na miejscu stworzonka stał czerwony Ron. 
- Bardzo dobrze, panie Weasley. A teraz pan Malfoy.  
- Ale który, pani profesor? - padło pytanie z ust Draco. 
- Najpierw pan, a następnie pana brat. 
 Jak przystało na dziedzica rodu Smok z należytą gracją ukłonił się przed wszystkimi i spokojnie wypowiedział zaklęcie. Od strony dziewczyn rozległy się pełne zachwytu odgłosy, bo oto przed nimi stał piękny, biały wilk o oczach koloru nieba po burzy. Ledwo zdążył zawyć i już na jego miejscu stał starszy Malfoy. Teraz nadeszła pora na Serpa, który pod obstrzałem spojrzeń nie poruszył się nawet o cal. Podczas przemiany brata udało mu się zauważyć kolejność zachodzących przemian, chciał je poczuć, więc musiał się wyciszyć i skupić. Kiedy w końcu wyrównał oddech, wyciągnął różdżkę i cicho wymamrotał zaklęcie. Wszystko wydarzyło się tak nagle, że niemal zapomniał skupić się na swoich odczuciach. Jednak udało mu się, poczuł to. Czuł jak jego kręgosłup zaczyna zmieniać kształt, jak dłonie zamieniają się w potężne łapy z pazurami mogącymi rozpłatać prawie wszystko, jak wyrasta mu długi ogon, który ma pomóc zachować równowagę podczas biegu, jak ludzkie uszy zostają zastąpione przez takie, które mają umożliwić lepsze słyszenie, jak kości twarzy zmieniają swój układ, a kły wydłużają się. Czuł sierść, która zaczyna pokrywać całe jego ciało. Powoli otworzył oczy słysząc wokół siebie zaskoczone westchnięcia. Jemu samemu również ciężko było uwierzyć w to, co widzi. Bo oto w lustrze na miejscu w którym jeszcze przed chwilą stał on, znajdował się piękny, śnieżnobiały tygrys. Niestety nie miał zbyt wiele czasu żeby się sobie przyjrzeć, bo po kilku sekundach zmienił się w człowieka. Przez chwile stał oszołomiony, jednak kiedy zauważył, że Granger przygotowuje się do przemiany szybko się otrząsnął i stanął obok brata.  
- Nie spodziewałem się, że będziesz tygrysem.  
- A ja że ty wilkiem. - kątem oka spojrzał na Hermionę, której animagiczną formą okazała się być owca - I chyba właśnie zobaczyłem twój przyszły obiad. 
- Granger? Proszę cie choćbym nie wiem jak głodny był jej bym nie tknął.  Na ich nieszczęście przekomarzanie usłyszała McGonagall, która nie wiadomo kiedy wyrosła przed nimi z niezbyt zadowolonym wyrazem twarzy. 
- Panie Malfoy, myślałam, że wyrósł już pan z tych głupot odnośnie czystości krwi.  
- Pani profesor, nie chodziło o czystość krwi tylko o moje upodobania względem dziewcząt, a mojemu bratu przyszło na myśl zasugerować pannę Granger jako moją potencjalną drugą ze względu na nasze postaci animagiczne.  
- Na przyszłość proszę się jednak powstrzymać od takich komentarzy. 
- Oczywiście, pani profesor, to był ostatni raz. - Draco ukłonił się delikatnie z całą swoją gracją, na co zyskał jedynie prychniecie profesorki i jej jak najszybsze odejście. Obaj wzruszyli jedynie ramionami i zaczęli obserwować Dafne, która właśnie rzucała zaklęcie. Na jej miejscu pojawiła się biała lisiczka. No cóż tego mogli się spodziewać, Daffy była prawdziwą spryciulą i ta forma z pewnością pasowała do niej najbardziej. Chwile później dziewczyna stała koło nich z delikatnym uśmiechem. 
- I jak wam się podoba moja postać?  
- Wiesz, tak w sumie, to mogło być lepiej. - zaczął Serp ze złośliwym uśmieszkiem.
- Tak oczywistej postaci, jeszcze nie widzieliśmy. - ciągnął Smok.
- Nie umniejszając pannie Granger, oczywiście. - zakończyli razem, za co dostali od panny Greengrass po głowie.
- To za porównywanie mnie do Granger!

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 18

Zdecydowanie w oczach wilkołaka wbiło ich w krzesła, czuli się zaniepokojeni, gdyż wiedzieli ze jego odpowiedz będzie ostateczna i nawet siła nie zmusza go do zmiany zdania. W sercu Węża kiełkowała nadzieja, może jednak Lunatyk polubi jego prawdziwe oblicze, może zaprzyjaźnił się z nim nie przez wzgląd na Jamesa, ale ze względu na niego samego? Pytania krążyły w jego głowie i nie dawały mu spokoju, ocknął się dopiero kiedy Remus wstał i stanął koło niego. Tak naprawdę dopiero teraz miał możliwość zobaczyć jakie zmiany spowodował brak bólu podczas pełni. Lupin przybrał na wadze, a rany na twarzy w końcu zniknęły. Jego skóra przybrała zdrowszy kolor, z oczu zniknęła dawna niepewność. Stał przed nim człowiek, który mógł zostać ich sojusznikiem i jednym z najbliższych przyjaciół. Widząc oczekiwanie w oczach przyjaciela Syriusza, stanął na przeciwko niego czekając na decyzje, która mogła zaważyć na ich dalszej znajomości. Kompletnie nie spodziewał tego co stało się kiedy tylko wstał. Wilkołak pochwycił go w ramiona i mocno uściskał.
 - Nawet nie wiesz jak się przestraszyłem, kiedy usłyszałem ze nie żyjesz. Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę.   
 - Myślałem, że lubisz mnie tylko ze względu na to kim byli moi rodzice. 
 - Jak mogłeś tak pomyśleć? Polubiłem nie Pottera, tylko tego niepewnego chłopca, który nie potrafił sobie poradzić z odmiennymi prawami i na każdym kroku spotykały go problemy.  
Cichy szloch wyrwał się z ust Serpa, kiedy uświadomił sobie, ze to ze inaczej wygląda nie znaczy ze jego dawni znajomi go opuszcza. Dawało mu to nadzieje, że uda się odbudować jego przyjaźń z Dafne, ze ona również go zrozumie. Po chwili oderwał się od Remusa i wytarł, teraz już zaschnięte zły, które zebrały się w kącikach jego oczu. Z postawą godną Malfoya zapytał:
 - Czy już wiesz po której stronie się opowiesz? To ważna decyzja jednak czas nas goni i nie możesz się dłużej zastanawiać. - mówił te słowa wiedząc, że klamka zapadła w momencie w którym zaczęli z Draco opowiadać swoją historię. Czuł na sobie pokrzepiający wzrok brata, który dodawał mu odwagi i mówił, że wszystko się skończy dobrze. Lupin uspokoił go mówiąc, że polubił go za to jaki jest a nie kim jest, mimo to wciąż nie był pewny. Ponownie skupił wzrok na Wilkołaku czekając na odpowiedz. 
- To naprawdę trudne, jednak już od pewnego czasu wiem, że Dumbledore nie jest taki za jakiego się podaje. - złotooki z zakłopotaniem przeczesał włosy ręka - Trochę nie pokoi mnie ta wzmianka o innej stronie w tej wojnie, o kimś gorszym. Jednak lubię was i zamierzam stanąć po waszej stronie.     
Wąż odetchnął z ulgą na taką wiadomość, jednak kiedy spojrzał na zegar od razu mina mu zrzędła.  
- Smoku, zdajesz sobie sprawę, że zostały nam tylko 2 godziny snu, przed całym dniem lekcji?   - Że jak? To już 6?! Nie możliwe. - szybkie zerknięcie na zegarek uświadomiło mu, że się myli - Musimy wracać do pokoju wspólnego, jeżeli ktoś się domyślić, że byliśmy całą noc poza dormitorium jesteśmy martwi. 
 Przed oczami całej trójki stanęła scena w której Draco i Serp są smażeni na różnie przez Ślizgonów.  
- Ekhm...myślę ze lepiej będzie jak już sobie pójdziemy. Narka profesorku! - od razu po wykrzyczeniu tych słów starszy Malfoy złapał swojego brata za rękę i zaczął go ciągnąć w stronę lochów. Ledwo wpadli przez wejście do PW, a zobaczyli siedzących na kanapie Dafne, Blaise'a i Pansy. Przełknęli głośno ślinę, kiedy ich oczy spoczęły na nich z wyrazem mordu.         - Eee... Cześć?  
- Cześć? Tylko tyle macie do powiedzenia?! Martwiliśmy się o was! Blaise powiedział, że Draco nawet nie dotarł do dormitorium! - wrzask Pansy, był na tyle głośny, że bracia zgodnie odskoczyli do tylu i zaczęli ją dozgonnie przepraszać.  
- A tak na przyszłość, weźcie nas ze sobą. - wyraźnie dumna z siebie Dafne puściła do nich oczko i ruszyła w stronę wyjścia - A tak poza tym radziłabym się wam odświeżyć przed śniadaniem.  Malfoyowie spojrzeli po sobie krytycznie i biegiem ruszyli do swoich pokoi, za sobą słyszeli tylko radosny śmiech Bleisa.   
  Jeszcze nigdy mu się tak nie śpieszyło, jednak nie chciał się spóźnić pierwszego dnia, więc w rekordowym tempie wziął prysznic i ubrał się w mundurek, zostawiając odpięte dwa pierwsze guziki koszuli oraz poluzowany krawat. Włosy postanowił zostawić rozpuszczone, wiec tylko je rozczesał. Przed pokojem zastał Draco, więc razem ruszyli do Wielkiej Sali. Kiedy tylko weszli skupiły się na nich wszystkie spojrzenia i zapadła niezmącona niczym cisza. Niezbyt przejmując się zamieszaniem, które wywołali spokojnym krokiem ruszyli w stronę stołu Ślizgonów. Dopiero w momencie w którym usiedli ludzie zaczęli z powrotem rozmawiać. 
- Jednak udało wam się zdążyć. - gdyby wzrok Pansy mógł zabijać obaj leżeli by martwi dziesięć stop pod ziemia. Serp prychnął cicho z wyraźnym rozbawieniem , nakładając sobie sałatkę jarzynowa i łapiąc trzy kromki świeżego chleba. Panna Parkinson zdawała się tego nie słyszeć zaczynając pastwić się nad Smokiem, jednak Dafne patrzyła na niego z uśmiechem mówiącym ze doskonale wie co zrobił. 
 - Coś się stało Daffy? - zadał to pytanie automatycznie, jednak dopiero kiedy zobaczył tężejącą twarz dziewczyny, dotarło do niego jak wielki błąd popełnił. Następnym co zarejestrował była wybiegająca z sali Greengrass. Nie wiele myśląc wstał i ruszył za nią, wiedział dokładnie gdzie będzie i wiedział ze to swego rodzaju sprawdzian, że chce się upewnić, że to naprawdę on. Wpadł do łazienki Jęczącej Marty chwile później, zatrzymał się na  przypominając sobie jak uczyli się zaklęcia nagrywającego, żeby Daffy nie musiała na niego czekać z otworzeniem komnaty. Wysyczał głośno i zdecydowanie "otwórz się". Kiedy tylko wejście się otwarło przelewitował się do środka, po chwili stał już na kamiennej ścieżce. O tak, kiedy wraz z Dafne zatwierdzili dom bazyliszka jako miejsce spotkań, wysprzątali wszystkie kości i głazy chcąc nadać mu lepszy wygląd. Z głównej sali zniknął również trup pupilka Salazara, a zastąpił go mały pełzający Kryształowy Bazyliszek. Kiedy widział go przed wakacjami miał już dwa metry długości i uczyli go, że ma polować w lesie. Dotarł w końcu do ostatnich drzwi i wysyczał hasło. Daffy leżała na ciepłym, puchatym dywanie znajdującym się na środku komnaty, wtulona w połyskujące kolorami tęczy ciało, już trzy metrowego, bazyliszka. Słyszał ciche pociągnięcia nosem i pochlipywanie. Powoli zbliżył się do dziewczyny, równocześnie mówiąc Raven, że to on, na szczęście go poznała, bo inaczej mogłoby się, to nie ciekawie skończyć. 
 - Dafne tak bardzo cię przepraszam, chciałem ci powiedzieć, ale bałem się jak zareagujesz. Tęskniłem za tobą. - w połowie zdania głos mu się załamał, wiec przytulił mocno swoją przyjaciółkę czekając na jakaś reakcje. Dziewczyna powoli owinęła wokół niego swoje ramiona, teraz już otwarcie płacząc. Nie wiedzieli ile czasu minęło ani która jest godzina liczyło się dla nich tylko ciepło drugiego ciała i to że im na sobie zależy, jednak czar prysł, kiedy
Królowa Węży wcisnęła się miedzy nich domagając się pieszczot.

 - Czemu mi nie powiedziałeś? Przecież wiesz ze byłeś moim najbliższym przyjacielem i nadal nim jesteś.  
- To skomplikowane, sam dowiedziałem się dopiero w te wakacje. A zresztą nie wiesz najlepszego. - posłał w jej stronę rozbrajający uśmiech - Profesor Snape i Voldie są moimi wujkami. 
Mina dziewczyny wyraźnie mówiła, że mu nie wierzy, jednak kiedy wyczarował przed nią swoje drzewo genealogiczne nie miała wyboru.   
- Ale Serp, czy to znaczy, że jesteś po stronie Śmierciożerców? 
- To nie tak Daffy, wujek Tom zmienił swoje nastawienie, już nie morduje niewinnych.- westchnął rozdzierająco - Ale zbliża się wojna, z kimś znacznie potężniejszym niż Dumbledore i uwierz mi ta osoba nie ma dobrych zamiarów. Chcemy z Draco stworzyć siatkę szpiegowska we wszystkich domach, potrzebujemy ludzi którzy staną po naszej stronie, jesteś z nami? 
- Serp wiesz ze po której stronie byś nie stanął ja zawsze będę cię wspierać i stać za tobą murem, ale w jaki sposób chcecie stworzyć siatkę szpiegowska? Nie wyobrażam sobie Gryfona szpiegującego swoich współdomowników. 
 - Jeszcze mało wiesz o domu Godryka, moja droga. Ah...zapomniałbym mam dla ciebie jeszcze jedna wiadomość, ale to już opowiem ci wspólnie ze Smokiem, a teraz wypadałoby iść na lekcje nie sądzisz? - złapał ją za rękę zanim zdążyła zaprotestować i pociągnął ja w stronę wyjścia. Do klasy wpadli pięć minut po dzwonku, na ich nieszczęście była to Transmutacja. 
 - Panie Malfoy, panno Greengrass minus dziesięć punktów za spóźnienie, mam nadzieje, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Chociaż jak widać jabłko niedaleko od jabłoni.-wzrok McGonagall który na nim spoczął był aż nazbyt wymowny. 
 - Chyba mam deja vu. - szepnął Dafne do ucha, równocześnie dając bratu znać, że porozmawiają po lekcji.
***************************************************************************************************************
Witam i przepraszam, że tak późno, jednak nadmiar sprawdzianów mnie dobił i ten rozdział powstawał w trakcie drogi do szkoły. Shana89 - twój komentarz zmusił mnie do wzięcia się w garść i napisania tego, więc właśnie Tobie go dedykuje. Rozdziały byłyby zapewne dłuższe gdybym miała Betę, która zmuszałaby mnie do pisania. 
A właśnie, jest ktoś chętny na Betę?

niedziela, 21 października 2012

Rozdział 17

Serp otrząsnął się dopiero kiedy poczuł, że ktoś go szturcha w ramie. Jeszcze nie do końca przytomny spojrzał w rozbawione oczy brata, który widząc jego bardziej przytomne spojrzenie opadł na fotel na przeciwko niego.
- Trochę Ci zajęło dojście do siebie, myślałem, że już nie oprzytomniejesz.
- Wiesz tak się składa, że czekałem na ciebie, bo mamy do obgadania kilka rzeczy. - powiedział Wąż patrząc na brata z namysłem - Myślę, że powinniśmy powiedzieć Remusowi prawdę, w końcu jest przyjacielem Syriusza i byłby cennym sprzymierzeńcem, poza tym Dumbledore mu dzisiaj nie pomógł, jeżeli wykorzystamy ten moment stary Drops straci kolejnego pieska.
Draco przyglądał się mu przez chwilę ze skupieniem na twarzy, po czym zaczął masować skronie rozważając czy to aby na pewno dobry pomysł. W końcu jednak skinął głową.
- Myślę, że najlepiej będzie go odwiedzić dzisiaj. Pójdziemy do niego o północy.
- Tak, to dobry pomysł, jednak myślę, że trzeba powiadomić wujka Sev'a. Tak się składa, że nie wziąłem ze sobą żadnych eliksirów, a coś czuję, że przyda nam się uspakajający.
Serpens gestem ręki zaprosił swojego brata do pokoju i wysyczał hasło Avalon, stwierdził, że hasło w języku węży to najlepszy wybór, ponieważ nikt niepowołany nie wejdzie mu do pokoju. Kiedy tylko obraz się za nimi zamknął zaczęli się rozglądać z zaciekawieniem w oczach. Pokój był urządzony w przyjemnych kolorach, wyglądał prawie identycznie jak ten w KGZF, który urządził młodszy Malfoy tylko urządzony był w odcieniach zieleni, a na pościeli był wyszyty srebrny wąż. Teraz nie zostało im nic innego jak czekać aż wszyscy pokładą się spać. Draco wyczarował karty i wyczarował butelkę wina. Czas zleciał im na grze w piotrusia i ustalaniu od kogo zaczną przeciąganie na stronę Toma. Udało im się ustalić, że najlepiej by było im założyć siatkę szpiegowską we wszystkich domach, co może okazać się trudne, jednak nieniemożliwe do wykonania. Nawet nie zauważyli kiedy nadeszła północ, kiedy tylko się zorientowali pobiegli ile sił w nogach w stronę Prywatnych Kwater Mistrza Eliksirów. Zanim ktokolwiek zdążył ich zauważyć wypowiedzieli hasło i wpadli do środka, okazało się, że ich wuj jeszcze nie śpi. Zdziwionym wzrokiem spojrzał na swoich bratanków, którzy zaczęli mu tłumaczyć swój plan. 
- Naprawdę myślicie, że to zadziała? - zapytał ich z powątpieniem, podając im eliksir.
- Zaufaj nam wujku. Damy radę. - odpowiedział Serp chwytając brata za rękę i już po chwili nie było po nich śladu. Po pięciu minutach, podczas których prawie wpadli na woźnego i McGonagall, w końcu znaleźli się przed gabinetem profesora OPCM. Draco wyprostował się i z godnością zapukał w drzwi. Nie czekali długo, gdyż po chwili stanął w nich Remus Lupin, wyglądający na dość zmęczonego, jednak kiedy tylko ich zobaczył nagle oprzytomiał.
- Co wy  tu robicie chłopcy?
- Mamy do pana sprawę, ale wolelibyśmy porozmawiać w środku.  - Serp rozejrzał się uważnie po korytarzu - Wie pan... ściany mają uszy.
Odrobinę zdziwiony tym stwierdzeniem wilkołak wpuścił ich do gabinetu. W momencie w którym drzwi się zamknęły chłopcy zaczęli rzucać różne zaklęcia zamykające i wyciszające. Kiedy stwierdzili, że już jest bezpiecznie pokazali profesorowi jego fotel za biurkiem, a sami usiedli na krzesłach na przeciwko.
- Widzi pan, jest taka sprawa. Na pewno zdziwiło pana pojawienie się nowego Malfoy'a, który pachnie prawie identycznie jak syn pana przyjaciół. - Wąż zaczekał na skinięcie głową profesora - Otóż Harry Potter tak na prawdę nie zginął. Po prostu odrobinę zmienił tożsamość. Na tą prawdziwą.
Chłopcy obserwowali szok malujący się na twarzy Lunatyka, a potem zrozumienie. Nie obyło się jednak bez pytań i już po chwili młodzi Malfoy'owie opowiadali o wszystkim jednemu z Huncwotów. Po skończeniu historii pozostało im tylko czekać na odpowiedź Lupina, czy się do nich przyłączy. Siedzieli w ciszy od dziesięciu minut. W końcu Remus spojrzał im w oczy ze zdecydowanym wyrazem twarzy.
***************************************************************************************************************
Będę wredna i przerwę w tym momencie. A wszystkich wchodzących na tego bloga pragnę poinformować, że piszę nowe opowiadanie. Znajduje się ono na stronie http://historia-dafne-phantomhive.blogspot.com/ . Serdecznie zapraszam!

piątek, 14 września 2012

Rozdział 16

Tiara przydziału opadła na jego głowę, a Serp automatycznie się spiął i czekał na to, co się wydarzy. Czuł wpatrzone w siebie oczy wszystkich na sali, w końcu pojawił się kolejny Malfoy, następny syn śmierciożercy i z pewnością kolejny Ślizgon. Jednak teraz nie miał czasu się nad tym zastanawiać.
- Witaj ponownie Serpensie Malfoy, widzę, że w końcu wiesz kim jesteś. - usłyszał głos Tiary w swojej głowie - Czy teraz pozwolisz mi przydzielić Cię tam gdzie powinieneś być?

- A mam inny wybór?
- Nie bardzo. No dobrze... gdzie by cię tu.... - niestety Tiara nie zdążyła skończyć swoich rozważań, ponieważ przerwał jej Serp.
- Nie drocz się ze mną! Po prostu rób swoje.
- Dobrze, dobrze ... żadnej zabawy tutaj nie ma. - głos nakrycia głowy wydawał się być odrobinę urażony - No, ale niech Ci będzie .... SLYTHERIN!!!
Ostatnie słowo zostało wykrzyknięte głośno, od stołu węży usłyszał głośne oklaski, podczas gdy reszta domów przyglądała mu się wrogo. W końcu jednak dotarł do stołu i opadł na miejsce koło swojego brata. Jego nowi znajomi zaśmiali się widząc cierpiętniczą minę i lekkie znudzenie w oczach. Za to on zdołowany ich reakcją zaczął nakładań sobie sałatkę jarzynową do której złapał trzy kromki świeżego chleba.
- Co się stało braciszku? Czyżby Tiara jednak próbowała Cię przydzielić gdzie indziej? - rozbawienie w głosie Draco było aż nazbyt słyszalne.
- Żeby chociaż. Staremu kapeluszowi zebrało się na wspominki i drażnienie mnie. - ciężkie westchnięcie wyrwało się z jego ust - Jakby nie mogła po prostu powiedzieć, gdzie mnie przydziela. A tak poza tym wiesz może coś o moim dormitorium?
- Podobno ma się znajdować za portretem bazyliszka w Pokoju Wspólnym, a hasło masz wymyślić sam.
Wąż przytaknął bratu, dając mu tym samym znak, że rozumie i zabrał się za jedzenie kolacji. Od czasu do czasu wymieniał ze Ślizgonami parę słów i śmiał się z nimi. Nie wiedział jak przez tyle lat mógł przeżyć w Gryffindorze. W końcu mógł powiedzieć, że czuje się jakby był we właciwy miejscu. Nie zwrócił zbytniej uwagi na przemowę Dumbledore'a, który powiedział to samo, co rok temu. Zainteresował się dopiero w momencie w którym Drops zwrócił uwagę wszystkich na zakapturzoną postać przy stole na którą wcześniej nie zwrócił uwagi.
- Drodzy uczniowie, pragnę was poinformować, że po zeszłorocznym ataku centaurów na waszą nauczycielkę OPCM nie jest ona zdolna do pełnienia tej funkcji w tym roku. W związku z czym zmuszony zostałem do zatrudnienia nowej osoby na to stanowisko, starsze roczniki z pewnością go kojarzą. - dyrektor przerwał chcąc nadać sytuacji odrobinę napięcia - Nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią zostaje... Remus Lupin!
Na początku na sali panowała cisza, a potem na raz wybuchły oklaski i szepty. Starsze roczniki wiedziały o "chorobie" profesora, dlatego przyglądali mu się z dystansem. Oczywiście Trzmiel postanowił nic nie ułatwiać nowemu członkowi kadry i nie powiedział uczniom o nowym eliksirze, który sprawia, że wilkołak nie jest już zagrożeniem. Na twarzy Serpa pojawiło się zdenerwowanie, wiedział, że jeżeli dyrektor nic nie robi rodzice zaczną zabierać swoje dzieci ze szkoły. Jednak nie zapowiadało się na to, żeby Dumbledore miał jakoś zareagować. Zamiast tego powiedział, że to już koniec uczty i że mają się rozejść do dormitorium. Zirytowany ruszył w stronę Pokoju Wspólnego zostawiając odprowadzenie pierwszaków w rękach Dafne i Smoka. Pośpiesznie dotarł do lochów i w języku węży powiedział uniwersalne hasło ( Sal mu je podał twierdząc, że się przyda ). Zmęczony padł na kanapę i czekał na brata, musieli ustalić kilka rzeczy, w tym to jak będą się porozumiewać z Tomem i od kogo zacząć przeciąganie na jego stronę. Musieli mieć dużo ludzi, zwłaszcza teraz gdy Rovena wygłosiła przepowiednię o Trzeciej Stronie, która będzie chciała przejąć władzę nad światem i rasami. Niestety obawiał się, że w końcu dojdzie do tego, że będą musieli zawrzeć rozejm z Zakonem Feniksa. Wszystko stawało się coraz bardziej skomplikowane, do tego wszystkiego był jeszcze Weasley, który teraz kiedy dowiedział się, że jest dzieckiem Potterów uważa się za nie wiadomo kogo, zupełnie nie zdając sobie sprawy z przepowiedni. No i nie zapominajmy o sprawie Dafne, jego byłej przyjaciółki, która teraz nie zdawała sobie sprawy, że on to on. Pochłonięty swoimi myślami nie zauważył kiedy do PW wszedł jego brat.
***************************************************************************************************************
No i jest nowy rozdział! Pierwszy po rozpoczęciu roku szkolnego. Z góry przepraszam za błędy interpunkcyjne, nigdy nie byłam z tego zbyt dobra, ale staram się jak mogę.